SIG Spacewalker

 

Kolejny tartak w hangarze. Model amatorskiego samolotu Spacewalker. Skala 1:3

Produkt amerykańskiej firmy SIG.


Dostałem go od Radka Oleksego z
Ol-Pen Model.
Dane producenta:
Rozpiętość - 2640 mm
Długość - 1828 mm
Pow. skrzydeł - 116.1 dm2
Silnik 25-40 ccm
Obciążenie pow. nośnej - 78g/dm2
Waga - 9 kg

Mój, gotowy do lotu waży równo 9500g czyli obciążenie powierzchni wyszło ok.82g/dm2 (trochę więcej od szybowca..hehe) ;)

Oczywiście na dzień dobry "zmieniłem" napęd z zalecanego na "turbo" ;) czyli napędzać go będzie ZDZ-60 (tak, sześćdziesiątka) :)

Po otwarciu wielkiego i ciężkiego pudła ukazało się.... WOW... pełno "drzewa" i akcesoriów. Czego tu nie ma? Laminatowe osłony kół, laminatowa maska silnika, wszelakie żelastwo, piękne - makietowe kółko ogonowe wraz z resorowym mocowaniem... brakuje chyba tylko kół podwozia głównego i zbiornika paliwa :) Jest to pierwszy tak "wypasiony" kit, jaki widziałem.

20.12.2006 Czas zabrać się za budowę. Zestaw klejów gotowy, narzędzia również.. no to.. zaczynamy :) Na pierwszy rzut idą stateczniki. To tak na rozgrzewkę. Następnie, pora na kadłub. Tu już będzie więcej zabawy.

01.02.2007 Po dłuższej przerwie, ciąg dalszy relacji z budowy Spacewalkera. Rozpocząłem budowę kadłuba. Jednocześnie dokonałem kilku zmian (wzmocnienia) mających na celu montaż zaczepu holowniczego. Jak na razie budowa jest bardzo prosta i przyjemna.
 
 
04.02.2007 Jak widać, budowa przebiega szybko i sprawnie. WIększa część kadłuba już gotowa. Będzie całkiem spory. Czas się wziąć za skrzydła, aby w następnym kroku dopasować centropłat do kadłuba.
06.02.2007 Jak pisałem wcześniej, pora zacząć budowę płatów. Tu już nie pójdzie tak szybko jak z kadłubem. Już po wielkości żeber widać, że płaty będą ogromne. Dźwigary sklejane są z kilku warstw sosny. Grube i masywne. Zebra wykonane są ze sklejki 3mm.
28.04.2007 Ponownie długa przerwa. Tym razem spowodowana nawałem pracy .. w pracy :) Teraz mam już znowu czas na budowę. Płaty prawie już gotowe, tak samo i kadłub. Coraz bliżej do prac wykończeniowych i oklejania tkaniną SIG Koverall starą i wypróbowaną techniką: na nitrocellon ( Jak za starych, dobrych czasów). Tkaninkę kupicie u Radka Oleksego w Olpen Model

3.05.2007 Cały szkielet wstępnie polakierowany. Mogę powoli zaczynać pokrywanie Koverall'em. Będzie trochę zabawy, bowiem jest on nakładany tradycyjną metodą przy użyciu nitrocellonu. Następnie napina się pokrycie używając zwykłej dmuchawy i można zaczynać lakierowanie i malowanie. Poniżej kilka fotek wstępnie zmontowanego modelu. Postanowiłem też zamontować funkcjonalne oświetlenie. Dostarczył mi je Bartek Obara (jego konstrukcja i wykonanie) - serdeczne dzięki!

4.05.2007 Dzisiaj malutki tylko update. Zaopatrzyłem się w "super"markecie w opalarkę firmy Topex czy Toya (cholera wie... russkije, amierikanckije.. wsio i tak made in Taiwan ;) hihi ). Na próbę pokryłem stateczniki Koverall'em. Śmierdzi niemożebnie (w końcu używam tradycyjnego nitrocellonu) ale przyjemnie i łatwo się nakłada. Po wyschnięciu przyszedł czas na naprężanie. Opalarka w dłoń. Pierwszy bieg (teoretycznie 375 stopni- ale chyba na samej dyszy..) i zaczynamy. Najpierw z daleka i delikatnie.. mało... trochę bliżej.. o! z ok. 20cm jest idealnie. Nie za mocno i nie za słabo. Naciąga się... jak marzenie. Od teraz jest to mój numer 1 jeśli chodzi o pokrycia. Fakt, czasochłonne, ale tanie (5.5m x 1.2m kosztuje... 70zł). Jeśli ktoś chce mieć pokrycie szybko ale drożej, to w dalszym ciągu polecam Oratex i Oracover. Poniżej 2 fotki: pierwsza przedstawia statecznik pionowy tuż po przyklejeniu tkaniny, druga - tuż po potraktowaniu opalarką. Niezłe, prawda? ;)

6.05.2007 Kolejny, mały update.Część płatów oklejona Koverallem. Jak na razie wszystko idzie dobrze. Podczas napinania tkaniny przedobrzyłem z nagrzewaniem i.... pojawiła się mała dziura a balsa pod nią zczerniała. Na szczęście było to w takim miejscu, że bez problemu można to zakryć małą łatką i ślad nie pozostanie.
17.05.2007 Zabawy w pokrywanie ciąg dalszy. Płaty i ogon gotowe już do malowania. Pozostał kadłub, lecz przed jego pokryciem czekam na zaczep holowniczy i mocowanie silnika. Póki co, zmajstrowałem podwozie. Kółeczka mają średnicę zaledwie 11.5cm i są pompowane.
21.05.2007 Dzisiaj "pan paczkowy" przytargał niepozorne pudełko :) a w nim, dzięki pomocy przyjaciół z Niemiec znalazł się Hydro Mount firmy Toni Clark :) Musiałem, niestety, uciąć 2.5cm przodu kadłuba razem z firewallem, ponieważ silnik po zamocowaniu na hydro mouncie wystawałby poza osłonę ze 3cm. Muszę też zmodyfikować pająkowatą podstawę pod silnik.
16.06.2007 Oj pracowite dni to były. Pokrycie Koveralem zrobione (nakłada się rewelacyjnie - Radek, szykuj się na nalot kolejnych klientów, którym poleciłem tą "szmatkę" ;) ). Puszka z "okładem" Nitrocellonu też szybko zeszła na zasmarowanie Koverall'u. Wszystko pięknie napięte (zwykła opalarką za 20zł z marketu).
3.07.2007 Zaczynam malowanie modelu. Dwuskładnikowy lakier samochodowy rozrobiony. Sprężarka u Jejusia w firmie pracuje pełną parą... zaczynamy... Na początku nieśmiałe pociągnięcia pistoletem... następne coraz odważniejsze... wow... całkiem fajnie idzie... Niestety, pogoda (a raczej jej brak) skutecznie popsuła plany zakończenia malowania dzisiejszego dnia...

5-7.07.2007 Pogoda trochę się uspokoiła, więc kontynuuję malowanie. Do tego dzionek przerwy, maskowanie taśmą i nakładanie czarnego lakieru.... Chyba nie jest tak źle... Odklejam taśmę maskującą (cholera.. jak nie trzeba to trzyma się jak.....). hmm.. podoba mi się to, co zobaczyłem pod taśmą :) Może zostać. Niestety.. czas się skończył i trzeba było pakować się do wyjazdu na Zar. Mocowanie silnika, RC i wyważanie muszę zabrać ze sobą. Będzie co robić jeszcze przez jakieś 2 dni.

9-16.07.2007 Piknik na Zarze w Międzybrodziu Zywieckim. Pierwsze 2 dni lało jak z cebra. Można więc było spokojnie utworzyć prowizoryczny warsztat na korytarzu hotelu i wspólnie z Markiem Urbaniczem zabraliśmy się za wykańczanie modelu. RC zamocowane, model wyważony (atrapę silnika chwilowo sobie odpuściłem).. Po odpaleniu silnika i jego regulacji (bo coś nie wchodził na obroty a i jałowe były "jakieś takie"). Szumnie nazwane: Marek wziął śrubokręt, pokręcił nim "na oko" przy gaźniku i zadecydował: odpalaj. Odpaliłem... Od kopa reagował jak trzeba na przepustnicę. Nie było już wykrętów (bo i coraz więcej ludzi dopytywało: "kiedy poleci?" no i nie wiedzieć też czemu - silne zainteresowanie płci przeciwnej budził "pilot"..hihi). Wyszliśmy więc na lotnisko, odpaliłem silnik, dodałem gazu i ...

Po jakichś 10m model oderwał się gładko od ziemi i ostro zaczał się wznosić!. LATA! I to jak! Stabilny w powietrzu jak skała. Beczki i pętle powolne i "wojewódzkie" (tak jak trzeba). Moc silnika sporo nadmiarowa (w końcu to holownik) i spokojnie można latać na 1/3 gazu. Po paru kółkach (a i z nogawek mi się lało z wrażenia) postanowiłem lądować (kolejny stresujący przy oblocie punkt). Podejście standardowo (jak to na Zarze) pod stok (niestety, z dość mocną, boczną odchyłką wiatru). Zdjąłem gaz i pozwoliłem maszynie gładko opadać. Tuż przed przyziemieniem dodałem lekko gazu (pamiętajcie, że ląduje się pod górę a nie na płaskim) , podciągnąłe drążek, skorygowałem lekko kierunkiem i model gładko usiadł na lotnisku. Uf... teraz nogi mogły się już pode mną ugiąć ;) Maszyna cała i zdrowa a pilot? Ma powód aby otworzyć piwo :) Kto był, ten widział. Kto nie był - poniżej fotki i filmik z oblotu.

Podsumowując: POLECAM każdemu, kto chce mieć fajnie latający model i nie boi się "stolarki" :)

FILM