SZD-55 'Promyk' skala 1:5 (prod. Jispro)

 

Podobnie jak większosć moich modeli tak i ten zamówiłem u Leszka Jury w Model Partner.

Przesyłka dotarła cała, zdrowa i bardzo szybko.

Oto kilka "suchych" danych:

Jest to całolaminatowa konstrukcja kryta białym gelcoatem.

Skala 1:5

Rozpiętosć: 3m

Długosć: 1.37m

Wysokosć: 29.4 cm

Powierzchnia skrzydeł: 38.08dm2

Masa: wg producenta :2100 - 2350 g; u mnie: 2540g

Obciążenie: 55.15 - 61.71 g/dm2 a u mnie: 66.7g/dm2

Profil: S 3021

Podwozie: standardowe, chowane kółko

Hamulce aerodynamiczne w skrzydłach.

 

Zapraszam też na stronę Piotra Piechowskiego (dzięki Piotrze za pomoc) do przeczytania jego opisu Promyka.

 

Oto fotki mojego Promyka tuż po wyjęciu z kartonu: (wybaczcie ich jakosć ale to wina oswietlenia. w rzeczywistosci płaty sa snieżnobiałe)
Zaczynam powoli składać Promyka. Z powodu mocno ograniczonych funduszy praca idzie bardzo wolno. Muszę jakos kupić 8 serw :( Na razie zajałem się częscia estetyczna i korekta podwozia. Wnętrze kokpitu za rada Piotra Piechowskiego pomalowałem sprayem "Granite - effect" firmy Dupli-Color. "Zegary" to zdjęcia oryginałów wydrukowane na papierze foto i zamontowane na atrapie tablicy zrobionej z balsy 1mm. Tapicerka to zwykła sciereczka samochodowa. Oto aktualny wyglad szybowca (a raczej jego kadłuba):
12.3.2003 Nareszcie prace posuwaja sie do przodu :) Serwo podwozia (Graupner C-5077) zamontowane i kółko działa jak trzeba. Kolej na zamek kabiny i mogę zaczynać montaż serw w kadłubie i skrzydłach.
21.3.2003 Promyk prawie gotów. Jeszcze tylko wmontować resztę serw i na lotnisko :)

16.4.2003 No i wreszcie nadeszła wiekopomna chwila ;) Czas oblatać Promyka. W tym celu wybralismy się kilka kilometrów od Kwidzyna nad brzeg Wisły. Jest tam sporo miejsca do oblatania takich maszyn jak szybowce. Wał ma tam ok. 10m wysokosci. Do samej Wisły też kawał drogi. Zmontowalismy maszyny (ja Promyka, Jejus Jantara) i .....

Loty odbywały się z ręki. Chcielismy sprawdzić tylko reakcje na stery i ew. wytrymować je. Pomagał nam dzielnie Zenon (trzeci z naszej latajacej ekipy). Pierwsze "machnięcie" Promykiem i ..... LECI!!! I to jak! grubo ponad 300m. Ladowanie dosyc delikatne. Niestety dosć wysoka trawa nie pozwoliła na wysunięcie podwozia z obawy o klapy. Drugi lot był nieco krótszy z powodu dosć silnego wiatru wiejacego w dodatku wzdłuż wału. Oto krótki flmik z drugiego lotu: promyk.avi i kilka fotek z przygotowań.

 
 
12.07.2003. Pierwsze starty za wyciagarka.

Wybralismy się na lotnisko póznym popołudniem jak już uspokoiły się wiatry i inne przeszkadzajki. Ustawilismy wyciagarkę i przyszedł czas na pierwsze starty. Zaczęlismy od Mythusa aby sprawdzić jak zachowuje się wyciagarka. Wszystko poszło ok. więc podczepilismy Promyka. Pedał wyciagarki wcisnięty, linka się nawija.. Jejus lekko wyrzuca Promyka pod katem jakichs 30 stopni w górę. Szybowiec zaczyna się pięknie wznosić aż do osiagnięcia max. pułapu. Próba wyczepienia i ... o kurcze... nie chce się wyczepić...

W końcu się udało. Okazało się, że nie wziałem poprawki na spora rozciagliwosć linki (rzędu 30%) i dlatego się nie wyczepiał. Promyk po raz kolejny pokazał swoje swietne własciwosci lotne. Jak to pisał Piotr Piechowski: "on nie chce na ziemię". To fakt. Pomimo problemów z wyczepieniem i strata wysokosci zdażyłem zrobić nad lotniskiem kilka kółek zanim wyladowałem. Niestety nie mielismy tego dnia aparatu więc fotki pojawia sie za parę dni z kolejnych lotów.

20.07.2003 Kolejne loty Promyka. Niestety zdarzył się mały wypadek, który skończył się złamaniem dzwigienki w hamulcu. Na szczęscie udało się wszystko naprawić dzięki pomocy Leszka Jury z Model Partner.
30.08.2003 Zlot w Pile. Okazja aby z Promykiem podczepić się do holownika (niem. schlepper) Fly Baby Ralfa Gaidy z Rangsdorfu . Przy okazji był to też test prototypowego wariometru konstrukcji Piotra 'Pitlaba' Laskowskiego (www). Od chwili ruszenia z miejsca Promyk poruszał się jak po szynach. Latanie z Ralfem to prawdziwa przyjemnosć. Wg wyliczeń z odczytu wario srednia prędkosć wznoszenia wynosiła ok. 6m/s. Niezła winda! Momentu wyczepienia Promyk wręcz nie zauważył. Po prostu holownik "odbił" w lewo a Promyk dalej leciał prosto. Ależ on pięknie lata! To był niestety tragiczny lot. Przy podejsciu do ladowania, na wyjsciu z zakretu Promyk przestal reagowac na jakiekolwiek "rozkazy". Nie mam pojęcia czy to zakłócenia, druga właczona aparatura czy po prostu defekt elektroniki.... Pogłębiajac przechył uderzył w ziemię z wysokosci ok. 12m (wg wskazań wario). Efekt: prawe skrzydło nadaje się na smietnik i kadłub na długosci kabiny do remontu. Mam nadzieję, że nie był to ostatni lot Promyka. Oto kilka fotek z ostatnich chwil życia Promyka:

14.06.2004 Dzisiaj Promyk wylądował na stole "warsztatowym". Piknik na Żarze tuż, tuż a maszyna jeszcze nie gotowa. Na szczęście nie jest tak źle jak się wydawało. Trochę laminatu, żelkotu i polerowania i będzie (prawie) jak nowy. Kokpit został zmiażdżony ale Piotr Piechowski poratował mnie swoim (Jego Promyk też miał wypadek) za co mu serdecznie dziękuję.